Aktualności

Wyjście z PZD: decyzja, która zmienia wszystko. Co naprawdę oznacza dla ogrodu i działkowców?

Dodano: 31 grudnia 2025
Zdjęcie z pixabay

 Co jakiś czas w ogrodach wraca hasło: „zróbmy to sami”, „będzie taniej”, „po co nam PZD?”.

Brzmi atrakcyjnie, dopóki nie zobaczymy, jak wygląda codzienność ogrodu, który rezygnuje ze struktur PZD. Wyjście nie jest prostą zmianą szyldu, tylko gruntowną przebudową systemu, który przez lata trzymał ogród w porządku, chronił działkowców i zabezpieczał sprawy formalne.

I co najważniejsze: droga jest tylko w jedną stronę. Wrócić się nie da.

1. Stabilność dziś nie oznacza stabilności jutro

Wielu działkowców, głosując za wyjściem z PZD, kieruje się jedną, z pozoru logiczną myślą:

„Mamy dobry zarząd, wszystko działa, więc damy sobie radę sami”.

I rzeczywiście — dziś zarząd może być:

  • uczciwy,
  • pracowity,
  • kompetentny,
  • zaangażowany społecznie.

Tylko, że obecny zarząd nie jest na zawsze. Za rok może się zmienić jego skład, za kilka lat może się okazać, że nikt nie chce kandydować.

I wtedy działkowcy zostają sami ze wszystkimi problemami: z finansami, dokumentacją, infrastrukturą, likwidacjami, kontrolami, umowami, konfliktami i odpowiedzialnością prawną.

W PZD wygląda to inaczej.

W sytuacji, gdy nie można wybrać zarządu Związek ma obowiązek zareagować.

Może wprowadzić zarząd komisaryczny, uporządkować dokumenty, przeprowadzić wybory, doprowadzić ogród do normalnego funkcjonowania.

To jest narzędzie, które chroni ogród przed paraliżem.

Po wyjściu z PZD takiej ochrony po prostu nie ma.

Decyzję o wyjściu podejmuje się, patrząc na dzisiejszy zarząd — a żyje się z konsekwencjami decyzji wtedy, gdy tego zarządu już nie ma.

Najważniejsze pytanie

Nie: czy dziś damy radę.

Tylko: czy damy radę za 5–10 lat.

Bo decyzja zostaje,

nawet gdy zmieniają się ludzie.

 

 

2. „Procedury PZD są skomplikowane”. Tak — bo chronią działkowców przed nadużyciami

Niektórzy zachęcający do wyjścia z PZD mówią „w PZD za dużo biurokracji”.

Ale mało kto widzi drugą stronę: to właśnie ta biurokracja chroni ogród i działkowców przed chaosem i samowolką.

W PZD nie wolno:

  • wprowadzać dowolnych opłat,
  • zmieniać przepisów „pod siebie”,
  • wyrzucić działkowca bez podstaw,
  • prowadzić inwestycji, na które zgody nie wyraziło walne zebranie.

Każdą decyzję można zaskarżyć: najpierw do Okręgu, potem do Krajowego Zarządu.

To jest realna ochrona przed nadużyciami.

Po wyjściu sytuacja wygląda inaczej.

Działkowiec, który czuje się pokrzywdzony, może odwołać się już tylko do sądu. A to oznacza prawnika, koszty i czas.

Stowarzyszenie może uchwalać praktycznie wszystko, bo nie obowiązuje już jednolity system zasad i kontroli. Jeśli zapisy statutu są niekorzystne albo zmieniane pod wąską grupę, pojedynczy działkowiec zostaje z tym sam — bez realnego, szybkiego mechanizmu ochrony.

To nie teoria. Tak wygląda codzienność ogrodów, które wyszły ze struktur.

3. „Będzie taniej”. Nie będzie — i są na to twarde liczby

Wielu działkowców sądzi, że PZD „zabiera dużo pieniędzy”.

A prawda jest taka:

Składka członkowska: 10 zł rocznie — i w 100% zostaje w ROD.

0 zł trafia do okręgu.

0 zł trafia do jednostki krajowej.

Nie ma tańszej składki w żadnej organizacji w Polsce. To nie jest kwota, na której można „oszczędzić”.

Opłata ogrodowa — ta największa — ustalana jest przez walne zebranie i nie ma nic wspólnego z tym, czy ogród jest w PZD, czy poza nim. To są koszty: wody, śmieci, energii, remontów, księgowości, inwestycji, czyli środki na utrzymanie ROD.

Po wyjściu z PZD te koszty nie znikają. W praktyce często rosną, bo ogród musi płacić za usługi, które w PZD były tańsze albo dostępne w ramach wsparcia:

  • komercyjna księgowość kosztuje więcej,
  • obsługa prawna kosztuje dużo więcej,
  • kontrole, audyty i opinie — są płatne.

Partycypacja (realny wkład w PZD) od 2026 wynosi 0,16 zł/m² użytkowanej działki (nie powierzchni ROD), z podziałem:

  • 67% – okręgi,
  • 30% – jednostka krajowa,
  • 3% – fundusz wsparcia JT.

To z tych pieniędzy ogrody mają realne wsparcie: pomoc prawną, organizacyjną, inwestycyjną, wsparcie w sporach z gminą, w sytuacjach kryzysowych i po klęskach żywiołowych.

Po wyjściu z PZD nie ma żadnej rezerwy ani zaplecza finansowego.

Jeśli wydarzy się cokolwiek ponad bieżące funkcjonowanie, na wszystko trzeba się dodatkowo składać, bo po prostu nie ma innych pieniędzy.

I wtedy często okazuje się, że rzekome „oszczędności” istniały tylko na etapie hasła — a po wyjściu rachunki są wyższe, a wsparcia po prostu nie ma.

4. Firmy: oferta za 6 zł/os. i „success fee”

Na rynku pojawiają się firmy oferujące „obsługę ogrodu za 6 zł miesięcznie od działkowca”.

W praktyce:

  • stawka 6 zł obejmuje tylko najprostsze czynności,
  • każda realna usługa jest dodatkowo płatna,
  • prawnik to osobny koszt,
  • negocjacje z gminą — osobny koszt,
  • przygotowanie dokumentów — osobny koszt,
  • prowadzenie likwidacji lub odwołań — bardzo wysoki koszt.

Niektóre firmy stosują success fee — czyli prowizję „od sukcesu”. Reklamują się, że prowadzą sprawę „za darmo”, a dostają tylko „niewielki” procent końcowej wartości sprawy.

Tylko że dla firmy „sukcesem” jest:

  • likwidacja terenu,
  • czasowe zajęcie działek,
  • wypłata odszkodowań.

Czyli firma zarabia wtedy, gdy ogród traci teren, a działkowcy dostają odszkodowania.

Przykład:

  • odszkodowanie za naniesienia i nasadzenia: 200 000 zł,
  • success fee: 10–15%.

Efekt:

  • 20 000–30 000 zł trafia do firmy,
  • o 20–30 tys. zł mniej trafia do działkowca.

To są realne pieniądze, a nie symboliczne kwoty.

W PZD:

  • nie ma success fee,
  • działkowcy dostają 100% należnego odszkodowania.

W praktyce: działkowcy płacą za coś, co w PZD otrzymują za darmo. W PZD w przypadku likwidacji działkowiec otrzymuje pełne odszkodowanie za naniesienia i nasadzenia na działce. W przypadku obsługi przez firmę otrzyma tylko % należnej mu kwoty.

 

6 zł miesięcznie w praktyce

„Obsługa ogrodu od 6 zł miesięcznie od działkowca”.

To działa jak cena „od” w reklamie.

Bo 6 zł to nie jest cena końcowa — to stawka wejściowa.

Co obejmuje 6 zł?

Wyłącznie podstawy:

  • prosta administracja,
  • bieżące prowadzenie dokumentów,
  • minimum formalne.

Już na etapie pisemnej oferty stawka zwykle rośnie do ok. 25 zł miesięcznie od działkowca, bo doliczane są usługi, bez których ogród nie może normalnie funkcjonować.

Co obejmuje oferta za ok. 25 zł miesięcznie?

  • podstawową obsługę administracyjną,
  • elementarną koordynację spraw ogrodu.

Ale nadal nie obejmuje:

  • pełnej obsługi prawnej,
  • sporów z gminą,
  • likwidacji działek,
  • odwołań,
  • kontroli, audytów,
  • sytuacji kryzysowych.

To są koszty dodatkowe, płatne osobno.

Ile to realnie kosztuje działkowca?

25 zł miesięcznie = 300 zł rocznie od jednej działki.

Dla porównania:

PZD (od 2026 r.)

Partycypacja: 0,16 zł × 300 m² = 48 zł rocznie

– z zapleczem prawnym, organizacyjnym i wsparciem kryzysowym.

 300 zł vs 48 zł rocznie

 różnica: 252 zł rocznie od jednej działki

(jako koszt dodatkowy, obok opłaty ogrodowej)

 

Mechanizm podwyżek – o czym się nie mówi na początku

Umowy z firmami zarządzającymi zawierają mechanizmy waloryzacji, np.:

  • podwyżki powiązane z inflacją,
  • coroczne indeksowanie stawek,
  • możliwość zmiany cennika usług dodatkowych.

To oznacza, że:

  • 25 zł nie jest stawką stałą,
  • opłata może rosnąć z roku na rok,
  •  ogród nie ma realnego wpływu na tempo tych podwyżek.

W PZD:

  • nie ma automatycznego mechanizmu inflacyjnego,
  • opłaty są stabilne i przewidywalne,
  • a kluczowe wsparcie nie jest „dodatkowo wyceniane”.

5. Fundusze, które ratują ogrody

W PZD działają fundusze, których nie ma żadne stowarzyszenie:

  • samopomocowy – na pożyczki dla ROD,
  • obrony ROD – na spory z gminą, decyzje administracyjne, prawników,
  • klęsk żywiołowych – na zalania, wichury, katastrofy,
  • budowy siedzib zarządów ROD,
  • wsparcia jednostek terenowych.

To one sprawiają, że gdy ogród zaleje powódź, ktoś w ogóle przyjedzie pomóc.

Po wyjściu:

Nie ma żadnych funduszy.

Nie ma pożyczek.

Nie ma pomocy.

Nie ma wsparcia prawnego.

Trzeba radzić sobie samemu — czyli się składać.

A koszty napraw infrastruktury liczy się w dziesiątkach lub setkach tysięcy złotych.

6. Likwidacje: największe ryzyko, którego często nie widać

Likwidacja ogrodu lub jego części to najbardziej ryzykowna i skomplikowana procedura w całym systemie ROD. W PZD punkt wyjścia jest zawsze ten sam: zrobić wszystko, żeby do likwidacji nie doszło.

PZD w pierwszej kolejności walczy o zachowanie ogrodów — na etapie planów, decyzji administracyjnych, rozmów z gminami i inwestorami. Jeśli likwidacja jest nieunikniona, celem jest jej maksymalne ograniczenie: zmniejszenie zakresu, ochrona jak największej liczby działek, wywalczenie rozwiązań alternatywnych.

Gdy zarządza nim wyłącznie lokalne stowarzyszenie, cała odpowiedzialność spada na osoby działające w ogrodzie. To one muszą znaleźć prawnika i specjalistów, podpisać umowy i ponosić koszty — często jeszcze zanim będzie wiadomo, czy sprawę da się w ogóle wygrać. W takiej sytuacji działkowcy próbują bronić ogrodu tak długo, jak to możliwe, a jeśli się nie uda — wynegocjować jak najlepsze warunki likwidacji. Problem w tym, że są to procedury skomplikowane i obarczone dużym ryzykiem. Każdy błąd formalny może oznaczać utratę prawa do odszkodowania albo znacznie gorsze warunki dla ogrodu i działkowców.

Jeśli sprawę przejmuje firma zarządzająca, mechanizm wygląda inaczej. W umowach często pojawia się success fee, czyli wynagrodzenie procentowe od wypłaconych odszkodowań. W praktyce oznacza to, że likwidacja lub czasowe zajęcie terenu staje się dla firmy źródłem dodatkowego dochodu. Im większy zakres likwidacji i im wyższe kwoty, tym większy zysk. Dla działkowców likwidacja jest stratą, dla firmy może być finansowym „sukcesem”. Powstaje więc oczywisty konflikt interesów.

To zasadnicza różnica między wspólnotą, której celem jest ochrona ogrodu, a modelem usługowym, w którym zniknięcie działek może stać się źródłem zysku.

 

8. Porządek czy chaos? To nie jest wybór teoretyczny

W PZD obowiązują jednolite zasady.

Każdy wie, co wolno, czego nie wolno, jakie są procedury, jakie są prawa działkowca, jakie obowiązki zarządu. Na sprawy ogrodów nie patrzy się przez pryzmat lokalnych, czy wręcz osobistych interesów działaczy, ale w zdecydowanie szerszej perspektywie.

Po wyjściu ROD zasady funkcjonowania ogrodu określają ludzie, którzy akurat są u władzy. I to, co dziś wydaje się „wolnością”, jutro może stać się problemem. W lokalnym stowarzyszeniu „sterując” zebraniem można przegłosować wszystko. Jeżeli władzę w ogrodzie przejmą osoby, które będą chciały przekształcić go w nieformalne osiedle mieszkaniowe, czy też wykorzystywać działki na prowadzenie działalności gospodarczej, to zablokowanie procesu może być wręcz niemożliwe. Zjawisko to było wielokrotnie obserwowane. Gdy w grę wchodzą tak żywotne interesy jak możliwość wykorzystania działki do zamieszkania czy prowadzenia działalności gospodarczej, determinacja takich osób jest nieporównywalna w stosunku do „zwykłych” działkowców. Zastraszanie, czy wręcz przemoc jako środki mające przekonać opornych do nowych „porządków” nie należą wcale do rzadkości.

W przypadku ogrodów funkcjonujących w PZD, ryzyko takich stanów jest dużo mniejsze. Choć zarządy ROD i walne zebrania samodzielnie decydują o bieżących sprawach ROD, to nie mogą odstąpić od podstawowej zasady – teren, którym zarządzają ma pełnić funkcję ogrodu działkowego. Nie przez przypadek, zgodnie z zasadami przyjętymi w PZD, próba wykorzystywania działki na cele mieszkaniowe lub działalności gospodarczej oznacza zakaz wchodzenia w skład organów ROD.

 Moment prawdy

W każdym ogrodzie przychodzi taki moment, gdy pada pytanie:

— A co, jeśli się pomylimy?

W PZD to moment na telefon.

Po wyjściu — to moment na fakturę.

 

9. PZD to nie struktura. To tarcza

Bo PZD to nie struktura administracyjna. To jest wspólnota, która patrzy szerzej i dalej.

PZD czuwa nad ogrodami — nie wtedy, gdy problem już wybuchnie, ale dużo wcześniej. Monitoruje zmiany prawa, projekty ustaw, rozporządzenia, pomysły lokalnych samorządów, które mogą uderzyć w działkowców. Reaguje zanim ktoś na poziomie pojedynczego ogrodu w ogóle zorientuje się, że coś jest nie tak.

Tak działa silna organizacja:

  • widzi zagrożenia systemowe,
  • działa zbiorowo,
  • ma skalę, głos i narzędzia.

Po rozdrobnieniu tego mechanizmu nikt nie będzie patrzył w imieniu wszystkich.

Każdy ogród zostanie sam.

Każde stowarzyszenie będzie musiało samo śledzić prawo, samo reagować, samo się bronić — często dopiero wtedy, gdy decyzje już zapadną.

POLSKI ZWIĄZEK DZIAŁKOWCÓW OKRĘG PODKARPACKI w Rzeszowie ul.Bernardyńska 5/9, 35-069 Rzeszów tel. sekretariat 17/ 85-43-552 e-mail: sekretariat@podkarpacki.pzd.pl